Było to trzecie spotkanie obydwóch drużyn w obecnym sezonie. W dotychczasowych dwóch zwyciężali gospodarze pojedynku – raz Resovia i raz AZS Częstochowa. Rzeszowianie do meczu przystąpili bez kontuzjowanych: Piotra Łuki i kapitana - Pawła Papke.
Mecz rozpoczął się od nieudanego ataku Nowakowskiego, lecz chwilę potem nad blokiem uderzył Bartman i na tablicy widniał wynik 1:1. Od początku toczyła się szybka, dynamiczna gra, z z małą ilością błędów po obu stronach siatki. Dobrze w bloku spisywali się środkowi Częstochowy, czego efektem były dwa bloki, najpierw na Mikko Oivanenie, a potem na Krzysztofie Gierczyńskim, lecz na pierwszą przerwę techniczną to zespół gospodarzy schodził z 2-punktową przewagą. Po przerwie utrzymywała się dość bezpieczna przewaga Resovii. Kiwka Woickiego i as serwisowy Wiki zapewniły Resovii kolejno 10 oraz 12 punkt i przy stanie 12:8 o czas poprosił trener drużyny gości - Radosław Panas. Chwila oddechu najwyraźniej pomogła akademikom z Częstochowy, bowiem przewaga stopniała do jednego punktu (14:13) i o wzięcie czasu zmuszony został trener Ljubo Travica. Na drugiej przerwie technicznej przyjezdni prowadzili 16:15. Błąd Nowakowskiego, wykorzystana kontra Oivanena i Resovia objęła ponownie prowadzenie 18:16. Kiedy po bloku na Bartmanie było już 19:16 i wydawało się być kwestią czasu, kiedy Sovia przejmie kontrolę nad setem, coś jakby zacięło się w ekipie gospodarzy. Drużyna przyjezdnych uwierzyła w swoje możliwości i zaczęła wykorzystywać kontrataki. As Nowakowskiego i atak w aut Oivanena zapewnił częstochowianom prowadzenie 21:19, którego nie oddali już do końca, wygrywając seta 25:23.
Początek seta numer 2 był niezwykle wyrównany. Toczyła się walka punkt za punkt. Po bloku na Wice, Częstochowa wyszła na prowadzenie 6:4. Po raz kolejny warto podkreślić dobrą postawę młodych środkowych AZS-u – Piotra Nowakowskiego i Łukasza Wiśniewskiego, którzy w tej fazie meczu spisywali się wyśmienicie, „sprzedając” kilka efektownych czap swym rywalom. Gospodarze zdołali odrobić przewagę – po kolejnym asie Wiki było 8:8, o czas dla swej drużyny poprosił Panas. Zagrywka w dolną taśmę Zbigniewa Bartmana i kontra Mitrovicia, który od początku seta zastąpił Gierczyńskiego, spowodowała, że Resovia wyszła na prowadzenie 14:11. Na drugiej przerwie technicznej, rzeszowianie dopingowani przez 5-tysięczną publiczność prowadzili 16:12, a 16 punkt zdobył blokiem najniższy wśród zawodników Sovii – Paweł Woicki. Popularny „Mały” po raz kolejny potwierdził, że jest obdarzony doskonałym czuciem w bloku i nie należy go lekceważyć pod siatką. Po przerwie 2 razy zablokowany został Marcin Wika (17:16). Jednak końcówka zdecydowanie należała do rzeszowian. Atak z krótkiej bardzo skutecznego Hernandeza, blok Wiki i Perłowskiego i było już 24:20. Set zakończył się błędem Nowakowskiego i Resovia zwyciężyła 25:20.
Trzeciego seta rozpoczął od nieudanej zagrywki Stelmach, a chwilę potem w aut zaatakował Mlyakov. Do nietypowej sytuacji doszło, kiedy libero gości – Paweł Zatorski podbił piłkę, a ta przeleciała obok niefortunnie interweniującego Hernandeza i wpadła w boisko gospodarzy. Atak Oivanena i prowadzenie miejscowych 8:6. Warto również dodać, iż nie najlepiej dysponowany w tym meczu był lider zespołu AZS Częstochowa – Zbigniew Bartman, który szczególnie w polu zagrywki nie spisywał się na miarę oczekiwań. Przy stanie 13:9 o czas poprosił Radosław Panas. Skuteczność gości znów poprawiła się po przerwie. Atak Mlyakova, Wiśniewskiego ze środka oraz atak Wiki w antenkę i zrobiło się 14:14. Chwilę później Resovia wyszła na prowadzenie – po dwóch blokach na (wyraźnie utykającym) Bartmanie oraz kolejnym bloku Mitrovicia na Mlyakovie było już 19:15. Rzeszowianie kontrolowali sytuację i już do końca nie oddali prowadzenia.
Zwyciężyli po ataku z krótkiej Hernandeza - 25:21.
Początkowa faza czwartego seta była bliźniaczo podobna do drugiego. Walka w nim toczyła się punkt za punkt, a żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć swojemu rywalowi. Ze środka siatki w ekipie gospodarzy wszystkie ataki kończył Hernandez, który rozgrywał bardzo dobry mecz. Na pierwsza przerwę techniczną Resoviacy schodzili z 1-punktowym prowadzeniem. Coraz częściej mylił się Bartman, któremu wyraźnie przeszkadzała w skutecznej grze kontuzja nogi. W obronie jak zwykle zadziwiał Ignaczak, lecz postacią numer jeden był bezapelacyjnie – Ihosvany Hernandez. Kubańczyk nie tylko skutecznie atakował, lecz również popisywał się efektownymi blokami. Po ataku Oivanena było 15:12 dla Resovii. Przy stanie 20:13 o czas poprosił Panas. Częstochowianie rzucili się jeszcze do odrabiania strat i zniwelowali przewagę do 3 punktów (23:20), kiedy to Bartman przypomniał o swojej znakomitej zagrywce, lecz na nic więcej nie było stać gości w dzisiejszym dniu. Resovia zasłużenie wygrała czwartego seta 25:21, w całym meczu triumfując 3:1.
Wypowiedzi:
Andrzej Stelmach (kapitan AZS Częstochowa): Nie był to może najładniejszy mecz. Trochę zabrakło zagrywki w naszej drużynie, a bez tego elementu jak wiemy bardzo ciężko się gra z takim zespołem. Nie mogliśmy sobie poradzić na środku przede wszystkim z Hernandezem i to był kluczowy moment. Ja osobiście też nie jestem zadowolony z mojej gry. Mogę grać dużo lepiej. Ten mecz jest już historią. Musimy skupić się na jutrzejszym, bardzo ważnym meczu. Mamy nadzieję, że uda nam się przeciwstawić Resovii.
Krzysztof Gierczyński (kapitan zastępczy Resovii Rzeszów): Oczywiście cieszymy się z tego zwycięstwa. Wiedzieliśmy, że nie będzie to łatwy mecz i taki na pewno nie był. Prowadzimy w tej wojnie 1:0, ale wiemy, że możemy grać zdecydowanie lepiej, że mamy ten potencjał, taki jak choćby z końcówki rundy rewanżowej, ale mimo wszystko duży plus dla drużyny, że pokonaliśmy trudnego rywala w trudnym meczu - 3:1. Cieszymy się z tego prowadzenie, lecz już myślimy o kolejnym meczu w dniu jutrzejszym.
Radosław Panas (trener AZS Częstochowa): Gratulacje dla trenera, zawodników i całego zespołu Resovii. Prowadzą 1:0 w tej rywalizacji i zrobili już kolejny krok do celu jaki sobie postawili. My jednak czujemy pewien niedosyt, bo graliśmy tak naprawdę przyzwoicie i jeden moment w secie drugim, kiedy mieliśmy piłkę na 9:5 i prowadziliśmy grę, zadecydował o tym, że pozwoliliśmy wrócić Resovii do dobrej gry, która złapała od tego momentu swój rytm i już do końca grała bardzo dobrze. My próbowaliśmy różnych sposobów, aby ich z tego rytmu wytrącić, ale jednak wyższość swoją pokazali szczególnie środkowi z Rzeszowa, którzy grali bardzo dobrze w ataku. Punktowo to my zaprezentowaliśmy się lepiej w bloku, jednak nie potrafiliśmy wyeliminować ich środkowych co było kluczowe. Zabrakło również zagrywki. Wiemy, że Paweł Woicki, który ma piłkę dograna do siatki, jest w stanie zrobić z nią wszystko, rozrzucić każdy blok i to właśnie zrobił. Nie mam pretensji do swoich zawodników. Wiem, że dali z siebie wszystko i zagrali na tyle na ile ich stać było w dniu dzisiejszym. Jutro już jest nowy dzień i będziemy walczyć. Walka toczy się do trzech zwycięstw.
Ljubo Travica (trener Resovii Rzeszów): Jak już od dłuższego czasu wiedzieliśmy to miał być trudny mecz i taki z pewnością był. Szczególnie początek. Rywale pokazali bardzo dobrą grę, grali bardzo dobrze, a po naszej stronie widać było wzloty i upadki. To wszystko nie jest przypadkiem, bo mamy również problemy kadrowe, kontuzje Pawła Papke i Piotra Łuki znacznie komplikują nam sytuację i treningi. Kontuzjowany jest również Ivan Ilić, który w dalszym ciągu nie może grać. Nie zapominajmy, że w play-off' ach liczą się zwycięstwa. Wygraliśmy i to się liczy, jest to już historią. My już myślimy o kolejnym meczu i o tym co będzie dalej.
oprac. P. Polek