Licząc na cud…
Już we wtorek (09.03.b.r., godzina 18.00, hala Podpromie, transmisja na żywo w Polsacie Sport od 17.30) Asseco Resovia rozegra rewanżowe spotkanie w ramach 1/6 play – off CICL z najlepszym zespołem tych rozgrywek w poprzednim roku – TRENTINO Volley. Po pierwszym meczu w Trento (3-0 dla Trentino) Włosi są już o krok od awansu do Final Four w Łodzi. Potrzebują w Rzeszowie zaledwie jednego wygranego seta, podczas gdy resoviacy musieliby wygrać całe spotkanie 3-0, a następnie jeszcze złotego seta.
Najlepsza klubowa drużyna świata przyjechała do Rzeszowa już w niedzielę. W sobotę Trentino Volley pokonało w lidze włoskiej zespół Yoga Forli 3-0 i umocniło się na pozycji lidera Serie A (w 25 spotkaniach ligowych Trentino doznało jedynie czterech porażek). Trener Radostin Stojczew mógł sobie w sobotnim meczu pozwolić na eksperymenty w składzie, ponieważ w pierwszej szóstce Trentino nie zagrał żaden nominalny atakujący (Vissotto, Sokołow), a na tej pozycji zagrał nietypowo Matej Kazijski (zdobył 17 punktów i atakował z 65 % skutecznością). W podstawowym składzie zabrakło także rozgrywającego Raphaela, a zastępujący go Łukasz Żygadło został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu (zdobył 7 punktów, w tym 4 blokiem i 2 z zagrywki).
Poniżej prezentujemy Państwu wypowiedzi trenerów i kapitanów obu drużyn przed wtorkowym meczem w Rzeszowie.
Ljubo Travica (trener Asseco Resovii):
- Spróbujemy podejść do tego meczu maksymalnie skoncentrowani i pokazać się z jak najlepszej strony, przynajmniej tak, jak w pierwszym secie spotkania w Trento kiedy graliśmy dobrze i mieliśmy w nim swoje szanse. Wiemy, że Trentino to drużyna bardzo mocna i jeśli oni grają swoją siatkówkę, to ciężko się im przeciwstawić i to nie tylko dotyczy naszego zespołu. My możemy tylko spróbować zagrać jak najlepiej, a boisko pokaże, czy będziemy w stanie nawiązać z nimi walkę. Tutaj jest trudno cokolwiek przewidzieć, bo wszystko może się zdarzyć, chociaż na pewno ciężko nam będzie wygrać z Trento w stosunku 4-0, a tylko taki wynik dałby nam awans do Final Four.
- Nawet jeśli Trento wygra z nami seta i zapewni sobie już awans, to będziemy walczyć o zwycięstwo, choć na pewno to nie będzie łatwa sprawa. Rozmawiamy przecież o najmocniejszej drużynie na świecie. Zarówno indywidualnie, jak i drużynowo, są lepsi od naszych zawodników i nie jest łatwo z nimi wygrać. W pierwszym meczu oni mieli bardzo dobrą zagrywkę – zarówno mocną, jak i taktyczną. Nasza zagrywka nie była tak agresywna, jak możemy potencjalnie zagrywać, choć w pierwszym secie jeszcze dobrze funkcjonowała. Nasi przeciwnicy nawet jednak przy mniej dokładnym przyjęciu byli bardzo skuteczni z wysokich, sytuacyjnych piłek. Grali dobrze. My też mieliśmy sporo wybloków, ale graliśmy słabiej w obronie i nie wyciągaliśmy tych piłek, które teoretycznie byliśmy w stanie podbić. Poza tym my mieliśmy największe problemy nie z mocnymi zagrywkami Kazijskiego, czy Juantoreny, tylko z taktycznymi – Raphaela i Vissotto. To właśnie przy ich serwisach przeciwnicy zdobywali najwięcej punktów. Na pewno w tych sytuacjach mogliśmy grać lepiej – w przyjęciu, w zagrywce, w obronie, w ataku. Taki zespół jak Trento nie potrzebuje od nas prezentów w postaci punktów oddanych przez nas bezpośrednio po błędach. Przeciwko mocnej drużynie trzeba właśnie popełniać jak najmniej błędów i liczyć na to, że to przeciwnik się pomyli, a nie odwrotnie.
- My mieliśmy taktykę na ten mecz, ale przeciwnik swoją dobrą grą nie pozwolił nam jej realizować. Siatkówka to nie jest taka prosta sprawa i jest tu wiele czynników, które decydują o końcowym sukcesie. Czasem jest tak, że zawodnik, który teoretycznie powinien zagrywać najsłabiej, akurat przyjmuje w danym meczu dobrze, atakujący atakuje ponad naszym blokiem, albo w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie go zatrzymać i wtedy niewiele można zrobić, skoro przeciwnik gra tak dobrze.
Krzysztof Gierczyński (kapitan Asseco Resovii):
- Nie byliśmy faworytem tego dwumeczu, a po pierwszym meczu w Trento jeszcze ciężej będzie nam się przeciwstawić rywalom. Podobnie jak w poprzedniej fazie play-off z Bułgarami również teraz decydujące znaczenie miało to pierwsze spotkanie na wyjeździe, ale tym razem niestety polegliśmy 0-3. W rewanżu trzeba będzie pokazać się z dobrej strony. Musimy sobie otwarcie powiedzieć, że szansa na awans jest już bardzo mała. Wystarczy, że Trentino wygra u nas seta i potem może już w zasadzie bawić się siatkówką. Trzeba jednak podjąć tą rękawicę i zawalczyć nawet wtedy, kiedy nasze szanse na awans spadną do zera choćby po to, żeby czegoś się nauczyć, wyciągnąć jakąś lekcję na następne mecze, a kto wie – różne rzeczy w sporcie mogą się zdarzyć.
- Bardzo żałujemy tego pierwszego seta w Trento, bo mieliśmy w nim swoją szansę na zwycięstwo. Uważam, że gdybyśmy tego pierwszego seta wygrali, to czulibyśmy się zdecydowanie lepiej. Nakręcilibyśmy się pozytywnie, a tak podłamaliśmy się i od tego momentu spuściliśmy z tonu tym bardziej, że graliśmy z najlepszą drużyną na świecie, która zdobyła w tych ostatnich latach właściwie wszystko, co było do zdobycia. Natomiast widać było, że można z nimi nawiązać walkę. Mam nadzieję, że tutaj zagramy diametralnie lepiej niż zagraliśmy na wyjeździe. Trzeba jednak powtórzyć, że rywal jest z górnej półki i ciężko się z nimi gra. Już nie takie drużyny jak my przegrywały z Trento w różnych zawodach, czy Ligi Mistrzów, ligi włoskiej, czy w pucharze Włoch, ale należy podjąć to wyzwanie i zawalczyć nawet dlatego, żeby zdobyć jakieś doświadczenie. Każdy mecz LM jest dla nas jakimś doświadczeniem na przyszłość, na późniejsze rozgrywki, a poza tym daje nam odpowiedź na pytanie, ile musimy jeszcze pracować. A tak do końca to wcale nie mamy zerowych szans na awans, bo różne rzeczy się zdarzają. Ja sam już przeżyłem różne mecze, jak choćby ten z Iskrą Odincowo w pucharze CEV przed dwoma lata, także dopóki piłka w grze…
Radostin Stojczew (trener Trentino Volley):
- Jesteśmy oczywiście w bardzo korzystnej sytuacji po wygranej 3-0 w pierwszy meczu, ale musimy pamiętać o tym, że jeszcze nie awansowaliśmy do Final Four, dlatego bardzo poważnie podchodzimy do rewanżu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że Resovia ma dobry zespół, w którym gra 2-3 zawodników na bardzo wysokim poziomie i w rewanżu u siebie ta drużyna może być bardzo groźna tym bardziej, że w Trento nie zaprezentowała pełni swoich możliwości. Mamy duży szacunek do przeciwnika, ale zrobimy wszystko, żeby zagrać w Final Four.
Matej Kazijski (kapitan Trentino Volley):
- Jeszcze nie można powiedzieć, że awansowaliśmy do Final Four. Resovia w pierwszym secie meczu w Trento pokazała, że może grać bardzo dobrze i jestem przekonany, że w rewanżu przed polską publicznością ten zespół będzie jeszcze groźniejszy. Oczywiście dzięki korzystnemu rezultatowi pierwszego spotkania potrzebujemy już tylko jednego seta do awansu, ale spodziewam się, że walka nawet o tego seta będzie bardzo zacięta.
(CAROL)